Wszyscy oprócz Jajka jesteśmy krysznaitami a co za tym idzie jesteśmy
wegetarianami (Yoyo jest weganem) oraz staramy się nie stosować żadnych
używek. Jajko, jak on to mówi, jest sympatyzowanym z Hare Kryszna
Straight-Edgem (również żadnych używek i mięsa).
Pochodzimy z Bielska-Białej (no, Demonic to jest wędrowiec - jego
dom jest wszędzie:-) Dzięki życzliwości chłopaków z zespołu Akurat
możemy mieć próby tam gdzie oni (na połowie ich sprzętu).
Pierwszy koncert. Nikt nie wiedział czego się spodziewać. Zaprosił
nas Daniel z Kilimandżaro. Przyszło sporo ludzi, było również sporo
wykonawców. Ja byłem dość spokojny, w przeciwieństwie do reszty
zespołu, w końcu to ich pierwszy koncert w życiu. Do tego Natalia
była w zespole dopiero od miesiąca.
Na początku zagrał zespół Ktokolwiek. Taka mieszanka
stylowa, grali przyzwoicie. Nie mogłem się na nich skupić bo myślałem
o własnym występie.
Następnie przyszedł czas na Omkarę. Zaczęliśmy od kawałka Maya.
Było dobrze, chociaż trochę fałszowaliśmy. Demonik przed kawałkiem
Namaste opowiedział pokrótce historię z Wed o Prahladzie
i demonie Hiranjakaszipu. Po koncercie usłyszałem wiele pochlebnych
opinii o naszej muzyce.
Po nas zagrał zespół Hangar 18 - heavy-metalowcy z
Kóz. Bardzo sympatyczni ludzie. Po Hangarze przyszedł czas na naszych
współlokatorów z sali prób, zespół Zabili Mi Żółwia.
Załoga Michała, Przemka i Dominika dała jak zwykle piorunującą dawkę
smacznego ska, reggae i punk-rocka. Pamiętam jak stałem i byłem
wprost zachwycony słuchając ich występu.
Po Żółwiach grali jeszcze chłopaki z
Kilimandżaro, ale niestety musieliśmy się już zbierać do Bielska.
e niestety musieliśmy się już zbierać do Bielska.
Yoyo

KONCERT
1 wrzesień 2000 Wadowice Pub Strefa
To był chyba jeden z lepszych (jak nie najlepszy) nasz koncert,
a to chyba dla tego, że graliśmy z zespołem Dusiołek,
z którym czujemy się jak w jednej muzycznej rodzinie.
Kiedy przyjechaliśmy do Wadowic, okazało się, że nie wiemy do końca
gdzie koncert się odbywa, zaczęliśmy więc szukać plakatów. I to
co zobaczyliśmy to była już przesada - oprócz Dusiołka grała jeszcze
O Ankara. Choć bardzo często przejęzyczają naszą nazwę
to w tym momencie całkowicie przesadzili.
Od początku, kiedy weszliśmy do lokalu czuliśmy dobrą atmoserę
(barman puszczał black-metalowe przeboje). Było miło.
Oczywiście zaczęliśmy pierwsi :-) Grało się zajebiście, chociaż
jak się póˇniej okazało dopiero muzyka otwartej formy
Dusiołka porwała ludzi na całego. Daliśmy kupę czadu (ja osobiście
lubię jak welacze machają piórami). Zabraliśmy nasze 40zł i pojechaliśmy
do Bielska.
Koncert był po prostu ciepły, nie było żadnego chamstwa i debilnych
komentarzy. Ludziom się podobało. Widać Papa czuwa.
Yoyo

KONCERT
25 listopad 2000 Szczyrk Dom Kultury
W Szczyrku byłem ostatni raz 3 lata temu, gdzie graliśmy z moim
poprzednim zespołem Anandamaya, tak więc nie wiedziałem
czego mam się spodziewać tym razem. Organizatorem tak jak i przed
laty był Sebastian Jeziorko.
Na początku zagrała kapela grająca melodyjny chrześcijański metal
- Heaven's Gate (bardzo sprawni technicznie i mili ludzie zresztą).
Po nich przyszedł czas na Omkarę. Byliśmy najmocniejszym (muzycznie
oczywiście) zespołem tego wieczoru. Po ustawieniu sprzętu na scenie,
zaczęliśmy od coveru zespołu 108. Z tego co zauważyłem ludzie natychmiastowo
wyczuli klimat. Wszyscy wspólnie uważamy, że koncert był udany.
Po nas przyszedł czas na Zabili Mi Żółwia crew. Osobiście
muszę powiedzieć, że w tym czasie musiałem zbierać się na autobus
i dużo sobie żółwi nie posłuchałem, ale na pewno dali czadu jak
zwykle. Musieliśmy jednak wcześniej opuścić koncert ponieważ z Szczyrku
do Bielska autobusy jeżdżą bardzo rzadko.
Podziękowania dla Sebastiana Jeziorko.
Yoyo

KONCERT
27 styczeń 2001 Szczyrk koncert z Frontside
O tym, że Frontside mają grać w Szczyrku wiedziałem jeszcze zanim
nas na niego zaproszono. Byłem ciekaw koncertu bo dużo się nasłyszałem
o Frontach na żywo, a okazji widzieć ich na koncercie jeszcze nie
miałem.
Tego dnia Frontside grali jeszcze w Żywcu tak więc wystąpili pierwsi
o 17:00. Jak się okazało załoga Frontside to bardzo mili ludzie.
Na scenia natomiast naprawdę ziali ogniem. Agresja połączona z rewelacyjnym
kontaktem z publicznością jest chyba wystarczającą reklamówką dla
Frontów. Do tego polskie teksty, dynamika oraz technika grania (tutaj
naprawdę zostałem zaskoczony perkusitą) dawały zabójczą mieszankę
(zwłaszcza dla publiczności zgromadzonej tego dnia, przeciętnie
połowę młodszej od wokalisty). Półki takie zespoły istnieją hardcore
będzie miał się dobrze (jeśli wogóle można mówić o tym że hardcore
ma się dobrze...)
Zaraz po nich wystąpił zespół z którym Fronci przyjachali (i tutaj
należą mi się srogie baty gdyż nie pamiętam ich nazwy). 4 huliganów
grających smaczne ska. Z resztą również ciekawe i sympatyczne osoby.
Następnie przyszła pora na nas. Daliśmy chyba najmocniejszy koncert
(okazuje się że wzmocnienie brzemienia które od jakiegoś czasu się
nasila daje dobre rezultaty), publiczność (jak można tego było się
spodziewać w Szczyrku) bardzo szybko wyczuła klimat. Dobry koncert.
Zagraliśmy w końcu jakiś nowy kawałek - Victory.
Tak jak ostatnio kiedy graliśmy w Sczyrku, nie mieliśmy okazji
posłuchać Żółwi. Mogę za to poinformować zainteresowanych,
że chłopaki właśnie nagrywają płytkę. To znaczy ja ją im nagrywam
:-). Myślę, że umieszczą ją w mp3 tak więc dam znać na tej stronie
jak tylko się ukaże.
Oczywiście podziękowania dla prezesa Sebastiana Jeziorko.
Yoyo

KONCERT
28 kwiecień 2001 Squat w Gliwicach
Koncert planowo miał zacząć się o 16:00. My przyjechaliśmy grubo
po piątej, ale nie spóˇniliśmy się ani trochę, koncert zaczął się
około 18:30. Zostaliśmy uraczeni wegańskim bigosikiem. Na squacie
w Gliwicach przyznam byłem pierwszy raz. Przyjechało sporo ludzi,
od spitych i robiących problemy punków do ludzi całkowicie nie pasujących
do otoczenia squatu.
Mieliśmy grać drudzy. Pierwsi grali Brak Ktanki (nie mylić z Brathanki).
Taka mieszanina metalu, hc, na 2 wokale. Mi osobiście najbardziej
podaobało się brzmienie gitary basowej. Kilka utworów mieli naprawdę
fajnych, plusem były też nie głupie polskie teksty.
Zaraz po nich weszła omkara. Trochę było problemów z nagłośnieniem
wokali. Ogólnie w porównianiu do gitar były cicho, zwłaszcza Natalii.
Zaczęliśmy od Being Or Body. Zauważyłem, że ludzie nie spodziewali
się takiego uderzenie. Chyba się spodobaliśmy. Ogólnie koncert był
udany pomimo długiej przerwy w graniu.
Poznaliśmy chłopaków z Minority, kapelki która grała póˇniej. Niestety
nie mieliśmy okazji ich posłuchać, bo musieliśmy wracać do Bielska,
ale kontakt się nie urwał. SIC-a też niestety nie mieliśmy okazji
posłuchać, a szkoda.
